Polskie trudności w aferze Dieselgate

data publikacji: 28.11.2017

Polskie trudności w aferze Dieselgate

Choć od początku afery Dieselgate minęło już sporo czasu, to niektórzy kierowcy nadal nie otrzymali należnego im odszkodowania. Taka sytuacja dotyczy przede wszystkim Polaków, którzy zdecydowali się walczyć o swoje prawa już ponad rok temu. Jak się okazuje polskie przepisy i sądy niekoniecznie stoją murem za swoimi obywatelami, a to niestety zmniejsza szansę na uzyskanie jakiegokolwiek odszkodowania od Volkswagena.

Kilkuletnia afera

Na samym początku warto przypomnieć, że afera Dieselgate wiąże się z wadliwymi samochodami, wśród których trzeba wymienić chociażby Audi, Skodę, Volkswagena, Porsche i Seata. Pojazdy te, które trafiły na rynek w latach 2008 – 2016 okazały się być uszkodzone. Sama afera, która wybuchła w 2015 r. pokazała, że silniki diesla nie spełniają wymagań odnośnie obowiązujących norm spalinowych (wbrew wcześniejszym zapewnieniom producenta i wyświetlanym reklamom). Co więcej, Volkswagen montował w autach oprogramowanie, którego zadaniem miała być manipulacja wynikami emisji spalin, tak aby nikt nie zorientował się, że samochody są po prostu wadliwe. Sprawa wyszła jednak na światło dzienne, a niezadowoleni i oszukani klienci zaczęli kierować sprawy do sądu na całym świecie.

W niedługim czasie od wykrycia oszustwa, wielu poszkodowanych uzyskało należne im odszkodowanie, część z nich mogła zaś za darmo dokonać naprawy swojego auta. Volkswagen od samego początku nie ukrywał swojej winy, w związku z czym kierowcy, którzy zakupili wadliwe samochody mogli dosyć szybko otrzymać stosowne odszkodowanie. Jak pokazała praktyka, taka sytuacja nie była jednak możliwa w naszym kraju.

Rok sprawy

Pozew zbiorowy przeciwko oddziałowi Volkswagena, który działa w Polsce został złożony we wrześniu ubiegłego roku. Przez cały ten czas, sąd rozpatrujący sprawę nie wypowiedział się ani razu w kwestii dopuszczalności takiego powództwa, przynajmniej do tej pory. Warszawski Sąd Okręgowy 27 listopada b.r. odrzucił złożony pozew, uznając tym samym roszczenie poszkodowanych klientów za niemożliwe do zrealizowania. Cały problem skupia się jednak nie tyle na bezzasadności roszczenia grupowego przeciwko Volkswagenowi, lecz na niemożliwości zastosowania polskich przepisów – przynajmniej według orzekającego składu sędziowskiego. Zdaniem SO w Warszawie, poszkodowani kierowcy nie mogą dochodzić swoich praw przed polskim sądem, ponieważ do bezpośredniej szkody doszło na terenie Niemiec. Dlatego też właściwym sądem do rozpoznania tej sprawy będzie sąd niemiecki, a nie polski. Problem jednak w tym, że kierowcy musieliby pozakładać indywidualne sprawy przeciwko koncernowi samochodowemu – i to w oparciu o przepisy niemieckie. Jeśli uwzględnimy także ponad roczny okres oczekiwania na uzyskanie takiego rozstrzygnięcia, to z pewnością można stwierdzić, że szansa na odszkodowanie maleje z każdym dniem.

Przypomnijmy w tym miejscu, że właściciele aut z wadliwym silnikiem domagają się od niemieckiej firmy odszkodowania w wysokości 30 tys. zł za jedno auto z uszkodzonym silnikiem. Łączna suma roszczeń przekracza w tej chwili już 100 mln zł, zaś do Stowarzyszenia Stop VW należy ok. 4 tys. osób, w tym wiele z województwa wielkopolskiego.

Odwołanie i nadzieja?

Konrad Kacprzak, wiceprezes Stowarzyszenia Osób Poszkodowanych Przez Spółki Grupy Volkswagen w Polsce twierdzi, że spodziewał się takiego rozstrzygnięcia, choć z oczywistych względów nie jest mu ono na rękę. Odrzucenie pozwu zbiorowego przez SO w Warszawie nie oznacza jednak całkowitej przegranej poszkodowanych. Polskie prawo pozwala bowiem odwołać się od takiego rozstrzygnięcia, co z pewnością nastąpi, bo kierowcy nie zamierzają się poddać. W szykowanym zażaleniu na postanowienie sądu chcą podnieść błędną interpretację przepisów prawnych – w ich rozumowaniu, polski sąd może bez problemu rozpatrzyć tę sprawę powołując się chociażby na regulacje prawa Unii Europejskiej.

Szansą dla polskich kierowców może być jednak praktyka stosowana w Dieselgate w innych krajach – w zdecydowanej większości składane pozwy były odrzucane przez sądu I instancji, po czym na skutek odwołania się sądy II instancji uwzględniały argumentacje poszkodowanych i przyznawały im wysokie kwoty pieniężne.

Co jednak jeśli planowane zażalenie nie zostanie uwzględnione przez polski sąd? W takim przypadku jedyną szansą na uzyskanie należnego odszkodowania będzie wyłącznie skierowanie sprawy do sądu niemieckiego. Problem w tym, że każdy z kierowców będzie musiał zrobić to indywidulanie, a nie w oparciu o pozew zbiorowy. Wiązać się to będzie z dodatkowymi kosztami, dojazdem do niemieckiego sądu, a także reprezentacją przez prawnika, który orientuje się w niemieckich przepisach i zna zarówno język naszych sąsiadów, jak i język polski.

Jak się okazuje, przyznanie się do winy sprawcy całej afery oraz liczne odszkodowania wypłacone już w wielu krajach świata nie są wystarczająca przesłanką do tego, aby również i polski sąd zdecydował się uwzględnić roszczenia naszych obywateli. Szansa na pieniądze od Volkswagena, choć niewielka, nadal jeszcze istnieje.

---

Rafał Rodzeń



 


Partnerzy