Znana galeria sztuki pod lupą prokuratury

data publikacji: 31.01.2018

 Znana galeria sztuki pod lupą prokuratury

Celem każdej piramidy finansowej jest powiększanie majątku. Problem w tym, że pieniądze nie trafiają w ostateczności do inwestorów, lecz do jednej osoby, która sprytnie potrafi manipulować innymi. Tak było w przypadku znanej każdemu spółki Amber Gold i inwestycji w złoto, tak też może być z białostocką galerią sztuki, wobec której prowadzone są czynności śledcze. Czy szykuje się ogromny pozew zbiorowy? Wydaje się, że tak, bo liczba oszukanych osób jest naprawdę duża. Co ciekawe, są wśród nich znani aktorzy, piosenkarze, dziennikarze i politycy.

Światowa galeria

Zacznijmy do tego, że sprawa znanej galerii w Białymstoku toczy się już od maja 2017 r. To wtedy tamtejsza prokuratura wszczęła śledztwo na skutek zawiadomienia złożonego przez Komisję Nadzoru Finansowego. Sprawa jest bardzo złożona i wielowątkowa, stąd też nie doszło jeszcze do oficjalnego postawienia zarzutów i skierowania sprawy na drogę sądową. Prokuratura nie może więc z oczywistych względów ujawnić na razie wyników swojej pracy, choć zaznacza, że śledztwo jest już na ukończeniu.

Galeria sztuki w Białymstoku była jednym z bardziej znanych miejsc, w których można było nie tylko podziwiać obrazy czy rzeźby, ale także dokonywać ich zakupu oraz inwestycji, które miały przynosić ogromne zyski. Właścicielka galerii ma wg informatorów PAP polskie i szwedzkie obywatelstwo, a na salony wprowadził ją jeden ze znajomych. Kobieta miała później chwalić się swoimi powiązaniami i kontaktami z celebrytami i osobistościami na całym świecie (wśród klientów białostockiej galerii miał znajdować się m.in. były prezydent USA – Barack Obama). Według informacji zawartych na stronie galerii – miała ona swoją siedzibę nie tylko w Białymstoku, ale także i w Gdyni i Warszawie, współpracowała również z jedną z większych galerii sztuki w Londynie. Z czasem pozycja kobiety była na tyle mocna, że każdy chciał inwestować tylko u niej, oczarowany wizją ogromnych zysków w dosyć szybkim czasie.

(nie)legalna sztuka?

Na czym miały polegać owe inwestycje? Przede wszystkim na udostępnianiu różnego rodzaju dzieł sztuki. W zamian za czasowe wypożyczenie obrazu lub rzeźby, właściciela galerii oferowała zysk w wysokości 17% rocznie. Im większa wartość danego dzieła, tym większy zysk dla jego prawowitego właściciela. Kłopot w tym, że tego rodzaju przedmioty nigdy zysku swoim właścicielom nie przyniosły, a co więcej duża część z nich była zwyczajne odsprzedawana. Działania bohaterki całej sprawy skupiały się więc na gromadzeniu pieniędzy i dzieł sztuki od znanych osób, przy czym obiecywany zysk nie stał się faktem (początkowo kobieta wypłacała zyski, czym starała się uśpić czujność swoich nowych klientów). Celebryci, którzy nie posiadali żadnych dzieł sztuki mogli inwestować w inny sposób – poprzez zapłatę konkretnej kwoty na tzw. rozwój galerii. Mogli także kupić dzieło sztuki, które od razu po transakcji udostępniali na aktualną. Problem w tym, że kobieta sprzedawała nie swoje dzieła sztuki – w praktyce zdarzało się tak, że jedno dzieło było sprzedawane kilkakrotnie wielu osobom w tym samym czasie. Oskarżona sprzedawała także dzieła sztuki po znacznie zawyżonych cenach – przykładowo rzeźbę wartą ok. 20 tys. potrafiła sprzedać za kwotę 200 tys. zł przekonując swoich klientów o większej wartości. Według informatora PAP kobieta „Dobrze uprawdopodabniała tę cenę. Z naszych informacji wynika, że pomagała jej w tym galeria w Londynie, należąca do jej znajomych. Sama nie sprzedawała tych dzieł sztuki, ale umieszczała je na swoich stronach, oferty były jeszcze wyższe. Inwestorów przekonywano, że dany obraz, rzeźbę kupują w Polsce bardzo korzystnie. Wierzyli w to do tego stopnia, że nie korzystali z opinii rzeczoznawców”. Smaku całej sprawie dodaje również fakt, że kwoty inwestowane w białostocką galerię były naprawdę wysokie – od 100 tys. zł nawet do 10-15 mln zł. Co ważne, liczba oszukanych oscyluje wokół 200-300 osób. Po zestawieniu tych danych, kwota oszustwa wynosi ok. 300 mln zł. Duża część pieniędzy, które zagarnęła kobieta została zabezpieczona przez prokuraturę – poszkodowani nie mają więc szans na szybkie odzyskanie swoich pieniędzy.

Bohaterowie w cieniu

Sprawa właścicielki galerii wydaje się być prosta – mamy dowody, oskarżoną i pokrzywdzonych. Czy w związku z tym można liczyć na pozew zbiorowy? Teoretycznie tak, praktycznie raczej są na to nikłe szanse. Jeśli kobieta zostanie skazana prawomocnym wyrokiem za oszustwa i wyłudzenie, dochodzenie roszczeń w postępowaniu grupowym będzie znacznie prostsze. Co więcej, pokrzywdzeni posiadają własnych adwokatów i radców prawnych, zasadniczo znają się między sobą – stworzenie właściwego pozwu zbiorowego wydaje się być jedynie formalnością. Problem jednak w tym, że pokrzywdzeni za bardzo nie chcą się ujawniać, nawet poprzez swoich pełnomocników. Cała sprawa z białostocką galerią powstała także na skutek naiwności pokrzywdzonych, którzy pomagali rozszerzać działalność oskarżonej (tzw. pocztą pantoflową). Nic więc dziwnego, że pomimo szansy odzyskania zainwestowanych milionów, pokrzywdzeni nie chcą się ujawniać – są osobami publicznymi, a po sprawie z Amber Gold tym trudniej byłoby im zachować twarz.

 

---

Rafał Rodzeń


Partnerzy