Pozew zbiorowy przeciwko Volkswagenowi

data publikacji: 05.10.2016

 Wadliwe auta, czyli pozew zbiorowy przeciwko Volkswagenowi

Cała sprawa dotyczy oprogramowania fałszującego dane dotyczące emisji spalin w samochodach Volkswagen. Już w połowie września 2015 roku amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) ujawniła opinii publicznej podejrzenie manipulowania wynikami emisyjnymi przez firmę motoryzacyjną. Kilka dni po tym wydarzeniu Volkswagen przyznał się do montowania w swoich samochodach nielegalnego oprogramowania. Co ciekawe, na blisko 11 mln uszkodzonych pojazdów, aż 140 tysięcy aut z wadliwą elektroniką znajduje się w Polsce. Według danych STOP VW niemiecki koncern mógł wprowadzić na Polski rynek nawet 200 tys. samochodów z wadliwym oprogramowaniem, które fałszowało poziom emisji spalin. Niezależnie od tego, jak liczna może być grupa poszkodowanych w całej sprawie, przyznanie się do winy przez Volkswagena było podstawą do wytoczenia roszczenia grupowego.

W październiku bieżącego roku, aż 55 poszkodowanych osób zdecydowało się wystąpić z pozwem zbiorowym przeciwko Volkswagenowi. Domagają się oni odszkodowania w wysokości 30 tysięcy złotych za każde wadliwe auto. Jak łatwo policzyć, pozew zbiorowy opiera więc na kwotę ponad 1,5 mln złotych. Na chwilę obecną jest to pierwsza tego typu sprawa skierowana przeciwko potentatowi motoryzacyjnemu w naszym kraju. Warto także dodać, że sąd zajmujący się przedmiotowym pozwem ma wyznaczyć dodatkowy termin od 1 do 3 miesięcy, podczas którego każdy poszkodowany przez Volkswagen będzie mógł przystąpić do istniejącego już pozwu grupowego. Warto więc na bieżąco śledzić rozwój całej sprawy. Przedstawicielem poszkodowanych są prawnicy z Kancelarii Prawnej Świeca i Wspólnicy, którzy już teraz podkreślają, że pozwem może zostać objęta grupa nawet 1 tysiąca osób. 

Żądania poszkodowanych

W złożonym już do warszawskiego sądu pozwie zbiorowym zaznaczono, że Volkswagen „działał z pełną premedytacją, wiedząc że ten samochód nie spełnia norm, zdecydował o zastosowaniu manipulującego oprogramowania, dzięki któremu wadliwy samochód mógł w ogóle przejść badanie homologacyjne”. Sam pozew liczy sobie aż 66 stron, zaś dowody z dokumentów zajmują miejsce kolejnych kilkuset stron. Planowane jest powołanie na świadka prezesa zarządu Volkswagen AG. 

Poszkodowani zgodnie podkreślają, że żądanie 30 tysięcy złotych na osobę obejmuje rzeczywisty koszt naprawy samochodu, czyli doprowadzenia tlenków azotu do poziomu zgodnego z normami bez spadku możliwości technicznych wadliwego auta. Co ciekawe, wadliwe pojazdy Volkswagen przekraczały normy emisji tlenków azotu nawet 40-krotnie.

 Próba obrony

Pozwana firma jakiś czas temu próbowała załagodzić całą sytuację i wzywała do serwisowania wadliwego oprogramowania. Volkswagen zobowiązał się, że do końca 2016 r. poinformuje swoich klientów w UE, którzy kupili samochody z silnikiem Diesla, o zamierzonej akcji, zaś do jesieni 2017 r. naprawi wszystkie samochody. Kłopot w tym, że taka naprawa spowoduje nie tylko spadek emisji spalin, ale także i mocy samego silnika – i właśnie tę tezę będą starali się obronić warszawscy prawnicy w zbliżającym się postępowaniu sądowym. Naprawa samochodów przez Volkswagen, nawet dokonywana na koszt firmy, spowoduje obniżenie jakości i parametrów aut – a przecież nie o to chodzi poszkodowanym kierowcom. 

Kolejne pozwy w drodze?

Volkswagen nie jest jednak jedynym, który powinien obawiać się swoich klientów. Poszkodowani zamierzają bowiem skierować roszczenia grupowe także przeciwko innym markom tego producenta -chodzi oczywiście o Skodę, Audi oraz Seata. Póki co, sprawa skupi się jednak wokół Volkswagena, a zgodnie z przewidywaniami potrwa w pierwszej instancji około 2 lat (pewne jest także pojawienie się postępowania odwoławczego, trwającego kolejne miesiące). Szanse na wygrane są jednak spore, zważywszy na przyznanie się do winy samego sprawy i toczące się wobec niego postępowanie karne. Sprawa Volkswagena trafiła bowiem do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, według której firma motoryzacyjna posługiwania się poświadczającymi nieprawdę certyfikatami o spełnianiu norm emisji spalin przez pojazdy wyposażone w silniki 2.0 Tdi EA 189 E5 z zainstalowanym oprogramowaniem fałszującym wyniki pomiaru składu spalin. Takie działanie miało wprowadzić w błąd nabywców samochodów co do posiadania cech wskazanych w świadectwach homologacji i certyfikacji, a także gwarantowanych przez producenta parametrów technicznych i możliwości dopuszczenia do obrotu, co doprowadziło nabywców do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

Na zakończenie warto dodać, że tzw. afera spalinowa za granicą kosztowała Volkswagen ponad 1,2 mld dolarów – tyle bowiem koncern wypłaci swoim dilerom samochodowym w USA.


---

Rafał Rodzeń


Partnerzy